środa, 25 maja 2011

Mamom, mamusiom, mateczkom...

Jutro szczególny dzień - święto wszystkich mam! Zakasałam więc rękawy i zabrałam się do roboty :) W moich artystycznych poczynaniach nie byłam jednak sama. Ostatnio szczególnie często występuję w duecie z Agnieszką F. - moją uczennicą sprzed kilku lat (przygotowuje się w naszej szkole do zawodu nauczyciela). Czuje "kartkowego bluesa" i bliskie mi klimaty jak mało kto (mam szczęście do cudownych Agnieszek), więc tym sympatyczniejsza jest nasza współpraca. Dziś razem zaszalałyśmy w temacie kartek sztalugowych. Wszelkie nasze kompozycyjne  pomysły zdominował  śliczny, niebieściutki papier, wypatrzony wczoraj na sklepowych łowach. Mam wrażenie, że czekał specjalnie na mnie :) Połączony z brązami i bielą koronek dał nam radości co nie miara. Na początek poszła tkanina lniana, kwiatki z dziurkacza i wspomniane niebieściutkie cudo. Efekt taki oto:
W pozostałych kompozycjach wykorzystałyśmy papier tłoczony (i znów chwalę pod niebiosa mojego cudownego tatę!). Z każdą chwilą czułyśmy przypływ pozytywnej energii. Agnieszka najbardziej zadowolona była z tej oto sztalugi (podaruje ją jutro swojej mamie):
Ale i pozostałe wychodziły jej całkiem  fajnie!  

Ja próbowałam dorównać mojej uczennicy, ale czy mi się udało?...
 Pomysł innego ustawienia elementów także podsunęła Agnieszka, za co jej jestem wdzięczna.
 Kiedy powstawała ta kartka, uświadomiłyśmy sobie ze smutkiem, że czas zająć się innymi obowiązkami :( Niechętnie, ale konsekwentnie schowałyśmy nasz cały majątek do słynnej już, wieeeelkiej torby na kółkach (mój przenośny warsztat) i wróciłyśmy do żywych.
Trzeba przyznać, że dzisiejsza podróż do krainy fantazji naprawdę nam się udała.