niedziela, 7 sierpnia 2011

Wakacyjne dzierganie i szycie

Wszystko co miłe szybko się kończy... Wczoraj wróciłam z wakacyjnego, rodzinnego wypadu na Kaszuby. Nawiasem mówiąc gorąco polecam wieś Nadole nad jeziorem Żarnowieckim oraz noclegi w domkach holenderskich pana Radosława Dąbrowskiego (namiary tutaj). Wypoczęta, zrelaksowana, z nową energią na następne miesiące :) Nie myślcie jednak, że "byczyłam się" zupełnie bezowocnie! Miałam tam wszystko, co potrzebne , by "urodzić" parę małych robótek: dużo wolnego czasu no i pogodę pod psem :( . W pierwszych dniach w każdej wolnej chwili towarzyszyły mi skrawki tkanin, igły i nici. Efekty są następujące:




Kolejne dni zdominowane zostały przez włóczkę i szydełko. Na początku wykonałam koronkę wokół lnianej poduszeczki. niestety nie uwieczniłam tego jeszcze na fotografii. Następnie, na wyraźną prośbę moich dzieci rozpoczęłam małą "produkcję" futerałów do telefonów. Ponieważ miałam zaledwie trzy kolory włóczki, wszystkie utrzymane są w tej samej tonacji. 

Tuż przed wyjazdem zaczęłam jeszcze pracę nad włóczkowym kociakiem, ale skończę go już w domu. Jak widać, czas na wyjeździe wykorzystałam na maxa!